Czy soja jest groźna dla mężczyzn? 

25 maja 2018

Czy soja jest groźna dla mężczyzn? 

Nie ulega wątpliwości, iż soja należy do najbardziej kontrowersyjnych roślin, jakie znaleźć możemy w jadłospisie. Przez wiele dekad jej popularność rosła, czyniąc ją jednym z symboli zdrowego stylu życia opartego na właściwym odżywianiu. Soja to znakomite źródło białka. Dodatkowo jej spożycie znacznie obniża poziom cholesterolu oraz poważnie redukuje ryzyko raka prostaty. Mimo tych niezaprzeczalnych zalet w ostatnich latach stała się przyczyną licznych naukowych prac ukazujących jej „ciemną stronę”, zaś wielu zwolenników zdrowego odżywiania wykreśliło soję ze swego menu. Co dokładnie wzbudziło takie obawy i w jakim stopniu znajdują one potwierdzenie w rzeczywistości?

James Price i medycyna.

Problem lęku przed soją sięga swoimi korzeniami 2000 roku, kiedy to medycyna stanęła przed problemem wyjaśnienia dolegliwości emerytowanego oficera US Army, Jamesa Price’a. Pacjent cierpiał na utratę owłosienia na całym ciele, połączoną z obrzękiem piersi, zanikiem popędu seksualnego oraz problemami z erekcją. Początkowa diagnoza, wskazująca na ginekomastię, stanęła pod znakiem zapytania w chwili, gdy poszerzone badania wykazały u Jamesa ośmiokrotnie przekraczający normę poziom estrogenu we krwi. Właściwie był on wyższy niż u zdrowej kobiety, zaś przyczyn tego stanu rzeczy długo nie udawało się lekarzom wyjaśnić. Dopiero analiza diety pacjenta wykazała, że ze względu na nietolerancję laktozy zastąpił on mleko krowie mlekiem sojowym, które stało się jego ulubionym i podstawowym napojem. James Price spożywał trzy litry mleka sojowego na dobę i to ono odpowiadało za jego problemy, co wkrótce potwierdziło wyeliminowanie tego produktu z menu…
W tym miejscu historia mogła się skończyć. Przypadek Jamesa Price’a potwierdził przypuszczenia, jakie część środowiska naukowego żywiła już od dawna względem soi. Stał się też punktem wyjścia do wytężonych badań nad jej właściwościami, zaś sprawy świata toczyły się właściwym sobie trybem, niekoniecznie wynikłym z wiedzy, jakiej dostarczają nam naukowe laboratoria. Wkrótce jednak okazało się, że to dopiero początek złej passy soi.

Soja argumentem politycznym.

Nastał rok 2005, gdy w temacie zabrał głos Jim Rutz. Ten współpracownik witryny internetowej World Net Daily opublikował na łamach wspomnianej strony cykl poświęcony wszechstronnej szkodliwości soi. Warto w tym miejscu zauważyć, iż World Net Daily to skrajnie prawicowa inicjatywa propagująca chrześcijański fundamentalizm religijny, kreacjonistyczny światopogląd, oraz ultrakonserwatywny punkt widzenia.
Już sam tytuł, którym Jim Rutz opatrzył część swego cyklu (soja sprawia, iż dzieci stają się gejami), pozwala bez trudności domyślić się, w jakim kierunku poszły rozważania autora. Mimo to zdołał on zaskoczyć czytelników, posuwając się dalej, niż sugerował. Dowidzieliśmy się, iż to soja odpowiada za feministyczne zniewieścienie środowisk lewicowych, stając się zagrożeniem dla naszej kultury, tradycji i przyszłości w świecie. Koronnym argumentem okazał się przypadek Jamesa Price’a, do którego autor dorzucił kilka pomniejszych przykładów zaburzeń hormonalnych u mężczyzn wywołanych nadużywaniem soi. Zapachniało spiskiem, za którym jak zawsze czaiły się tajemne moce, zatruwające studnie i ujęcia wody soją oraz skazujące naszą młodzież na zniewieścienie. Aż dziw bierze, iż Jim Rutz nie nazwał tych mocy wprost, nawiązując do „najlepszych” tradycji średniowiecza.
Nie u wszystkich jednak brednie autora wywołały rozbawienie. WND jest w pewnym zakresie portalem opiniotwórczym. Wprawdzie wywody wykazujące, iż homoseksualizm jest chorobą wywołaną określonym czynnikiem, szybko zostały zapomniane, jednak społeczna nieufność wobec soi stała się od tej pory częścią naszej rzeczywistości.
W 2005 roku ministerstwa zdrowia USA, Australii, Nowej Zelandii, Francji oraz Izraela wydały zalecenia, aby podstawowe zamienniki mleka matki były na bazie mleka krowiego. Trzy lata później dostaliśmy wyniki badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Harvarda. Okazało się, że milimetr sześcienny spermy mężczyzn spożywających duże ilości soi zawiera o 32% mniej plemników, niż jest to u mężczyzn obywających się bez niej. Co prawda zespół badawczy zgłosił konieczność dalszych prac w celu potwierdzenia związku przyczynowo-skutkowego, równolegle pojawiły się jednak wyniki badań prowadzonych na szczurach. Efekt poddania ich organizmów działaniu zawartych w soi fitoestrogenów okazał się jednoznaczny i oznaczał zmniejszoną produkcję testosteronu oraz problemy ze wzwodem u wszystkich samców.

Czy soja jest niebezpieczna?

Badania nie pozostawiają wątpliwości. Regularne spożywanie dużych ilości soi może być przyczyną zaburzeń hormonalnych u mężczyzn. Sugerują one jednak, iż nie dotyczy to wszystkich, gdyż dużą rolę mogą odgrywać w tej kwestii czynniki genetyczne. Środowiska naukowe są zgodne co do tego, że umiarkowana ilość soi w menu nie powinna stanowić zagrożenia, uważając za taką ilość 100 mg fitoestrogenów dziennie. Zauważają jednak również, iż w przypadku każdej osoby istnieją indywidualne granice. W przypadku soi doskonale sprawdza się zasada, iż nic nie jest trucizną, a równocześnie wszystko może nią być – to przyjmowana dawka, a nie rodzaj spożywanego produktu stanowi cienką czerwoną linię.
Z pewnością warto też pamiętać, iż soja jest znakomitym źródłem białka, żelaza i kwasu alfa-linolenowego. Niewielkie ilości zawartych w niej fitoestrogenów skutecznie zmniejszają także ryzyko zapadnięcia na raka prostaty, tak więc całkowita rezygnacja z soi jest równie mało rozważna, jak jej nadmiar w diecie. Czego więc należy unikać? Począwszy od Jamesa Price’a, wszystkie przypadki problemów z fitoestrogenami sojowego pochodzenia, dotyczą jedynie osób opierających swoją dietę wyłącznie na soi lub spożywających duże ilości odżywek białkowych z niej wytwarzanych. Wszystkie prowadzone dotąd badania laboratoryjne również potwierdzają, iż do osiągnięcia niebezpiecznych dla zdrowia efektów niezbędna jest sytuacja, w której soja staje się przynajmniej podstawową pozycją menu.